niedziela, 14 czerwca 2026

Recenzja Swarn „Corpsetrader”

 Swarn

„Corpsetrader”

Warhorn Rec. 2026

Ta estońska brygada działa na scenie muzycznej już równo dekadę, i ma na swoim koncie dwa albumy, wydawnictwo live, oraz pięć EP-ek, z których ostatnia właśnie rani moje uszy. W jak najbardziej pozytywnym sensie, bo chłopaki grają piosenki, które „już kiedyś słyszałem”, na dodatek tak, jak lubię. „Corpsetrader” to niespełna dwadzieścia minut klasycznego szwedzkiego death metalu. (Czytaj dalej...)

Recenzja Diabolic Oath „Unholy Barbaric Hymns”

 Diabolic Oath

„Unholy Barbaric Hymns”

Sentient Ruin Laboratories 2026

Po dwóch latach przerwy wrócili bluźniercy z Diabolic Oath. Tym razem przynieśli epkę, a na niej cztery utwory gęstego i rytualnego black-death metalu. Na „Unholy Barbaric Hymns” jest naprawdę „Barbaric”, bo to prosta i ohydna łupanka w dość wolnych tempach, które niekiedy przyspieszają delikatnie, zamieniając pochód siermiężnych riffów w połamane i na oślep bijące akordy w towarzystwie chorobliwych i pociętych tremolo. (Czytaj dalej...)

WOLVENNEST jesienią w Warszawie

 


Disco Hospital Booking z przyjemnością zaprasza na koncert zespołu WOLVENNEST (BE, ritual black) z mocnym wsparciem BEDSORE (IT, progressive death/black) i zespołu, który otworzy wieczór, a zostanie ogłoszony wkrótce! WOLVENNEST (BE, ritual black) - niepowtarzalny zespół, który jak żaden inny porywa słuchacza klimatem gęstym niczym dym rytualnych świec! Ciężar, melodie i trans. Mają na koncie cztery duże płyty i setki koncertów, z których każdy jest doświadczniem z pogranicza ryutuału i emocji. W ubiegłym roku wydali znakomity LP "Procession" . https://wolvennest.bandcamp.com/music BEDSORE (IT, prpgressive death/black) - włoski skład łączacy w zadziwiająco spójna i klimatyczną całość tak odległe elementy jak nieposkromiony rock progresywny z metalem ekstremalnym. Ostatnia płyta zespołu "Dreaming the Strife for Love", surrealistyczny muzyczny lot, w którym można zagubić się bez reszty. https://bedsoredeath.bandcamp.com/ TBA - opening act Kiedy : 29.10.2026 Gdzie : Warszawa Bilety: 110zł + opłata serwisowa - limitowana pierwsza pula 120zł + opłata serwisowa - regularna przedsprzedaż 140zł - w dniu koncertu.

Recenzja Véhémence „Assiégé pour lEternité”

 Véhémence

„Assiégé pour lEternité”

Antiq Rec. 2026

Véhémence pochodzą z Francji i grają black metal. „Assiégé pour lEternité" jest ich już czwartym krążkiem pełnogrającym, choć pierwszym, jaki dane mi było usłyszeć. Cóż zatem mogę na temat tego materiału powiedzieć, żeby było zwięźle i na temat. Ot, jest to dość typowy black metal, z rodzaju tych opartych na wzorcach wywodzących się bardziej z lasu zamieszkałego przez druidy, niż szczytów skutych lodem gór północy. (Czytaj dalej...)

Recenzja Grimveil „Beneath the Veil of Silent Woods”

 Grimveil

„Beneath the Veil of Silent Woods”

Purity Through Fire 2026

To nowy projekt, który założyli dwaj śmiałkowie, a mianowicie znany z chociażby Order of Nosferat, niejaki Revenant oraz odpowiedzialny za Tårfödd, Simon Lindgren. Panowie zwarli szyki i uknuli pod szyldem Grimveil, debiutancki materiał, w którym koncentrują się na oddaniu klimatu lasu w nocy i jego ekosystemu. Znając ich twórczość i tematykę „Beneath the Veil of Silent Woods”, spodziewać się mogłem jedynie atmosferycznego black metalu. (Czytaj dalej...)

Zapowiedź debiutu HASEROT

 


Houston, Texas death metal band Haserot emerge with their debut full-length album, Advent of Suffering—a focused and uncompromising statement rooted in the traditions of classic 1990s death metal.

Formed in 2019, the band draws from the genre’s foundational era while sharpening their sound with a modern sense of structure and clarity. Across the album, Haserot deliver crushing mid-tempo riffs, dark atmosphere, and melodic lead work, informed by the legacy of Morbid Angel, Entombed, Bloodbath, and Carcass.

Following the groundwork laid by their EP Throne of Malice, Advent of Suffering expands the band’s approach into a heavier, more deliberate and cohesive release—balancing weight, groove, and tension without excess.

The album was once again mixed and mastered by Dan Swanö (Edge of Sanity, Bloodbath), bringing definition and depth to the band’s dense and dynamic sound.
With Advent of Suffering, Haserot stand poised to make their most devastating statement yet—an unrelenting offering of old-school brutality sharpened with modern precision.

Prepare for the Advent of Suffering.

Idzie nowy AVULSED

 

Legendary Spanish Death Metal band AVULSED has revealed the first details of its upcoming release, and one thing is certain: this will not be just another album. In fact, it may well be one of the most personal, ambitious, and unique projects in the band's entire career.

Under the title "Nordic Embryogenesis", the band pays tribute to the deepest roots of Scandinavian Death Metal through a covers album unlike any other. Don't expect songs by world-famous bands or the usual classics everyone knows. Instead, this is an archaeological journey into the primitive depths of Swedish, Finnish, and Norwegian Death Metal, resurrecting tracks from cult demos and EP's that, in many cases, were the only recordings those bands ever left behind.

Some of these acts disappeared before even releasing a full-length album, yet all of them helped shape the sound and identity of a scene that would eventually change the history of extreme Metal. For AVULSED, these songs are part of their musical DNA and represent a unique opportunity to bring back to life works unfairly forgotten by time.

The reconstruction process has been monumental. In none of the cases, no sheet music, transcriptions, or documentation existed. Many guitar riffs, drum patterns, and vocal lines had to be deciphered note by note directly from old recordings, and in some cases even the lyrics had to be recovered from virtually impossible-to-find sources. A true excavation into Death Metal history.

But the surprises don't end there.

In another move that is practically unprecedented within the Metal scene, the eleven songs that make up "Nordic Embryogenesis" will be unveiled individually, one per week, each accompanied by its own exclusive artwork. The band will not even reveal the tracklist or the names of the bands being covered beforehand, keeping speculation and anticipation alive right up to the album's final release, scheduled for September 9th on CD, 12"LP, cassette, and digital formats through Xtreem Music.

The first song will be unveiled on Friday, June 26th. From that moment on, a new piece of this dark puzzle will be revealed every week until the end of August.

piątek, 12 czerwca 2026

Relacja z The Last Words of Death # 36

 

The Last Words of Death # 36

06.06.2026 Bydgoszcz, Over the Under

Buddah / Toughness / Yfel 1710 / Christ Agony

 


Poprzednią edycję “Lastów” sobie odpuściłem, w sumie to nawet nie pamiętam z jakiego powodu. Skład „trzydziestki szóstki” był jednak na tyle przekonujący, że tym razem nie było podobnej opcji. Tym bardziej, iż owych szóstek było w dacie eventu dokładnie trzy. No to jak można nie iść?

Stawiłem się zatem pod klubem na godzinkę przed otwarciem bram. Głównie z tego powodu, iż byłem umówiony na pogadankę z liderem zespołu, który miał ten wieczór wieńczyć. Niestety, jedyne co mogłem zrobić, to spić zakupione w pobliskim sklepiku zimne piwko, bo mimo iż Cezary jeszcze tego samego dnia potwierdzał chęć odpowiedzi na kilka pytań, na miejscu się nie pojawił. I wszystko byłoby OK., gdybym dostał choćby trywialnego esesmana o treści „Sory stary, ale nie mam nastroju, chcę odpocząć przed występem”. A tu chuj, nic. Trudno. Nie pierwszy to przecież, i zapewne nie ostatni raz, ale pewien niesmak pozostał.

W klubie natomiast od znajomych mordek aż się roiło. Były tym razem aż trzy stoiska z merchem, bo poza Godz ov War wystawił się Deformeating, oraz Societas. I jeszcze dodatkowo mini stand chłopaków z Toughness. Było zatem co nabywać, z czego zresztą sam skorzystałem uzupełniając winylową kolekcję o „Never Again” i „Moonlight”.


Za otwieracz robił lokalny Buddah. Choć mówiąc „lokalny” mogę już poniekąd mijać się ze stanem faktycznym, bowiem w zespole, z Bydgoszczan pozostał już wyłącznie lider zespołu. Reszta wspomagających go grajków to Gdańszczanie, o czym zresztą sam wokalista poinformował w jednym z antraktów. Zatem nowy skład, a przy okazji i nowa jakość. Przyznam, że wydany przez Bogów Wojny debiut to zdecydowany krok wprzód pod względem muzycznym, co przełożyło się także na przekaz sceniczny. To była (no, może lekka, ale jednak) dzicz. Pokombinowany na swoją modłę death metal, pełen agresji, ale i lekkich zawijasów. Wokalista zachowywał się jak po siedmiu kawach, przemierzając scenę wszerz i wzdłuż, machając swoja przykrótkawą czupryna. Co prawda chwilami za dużo pierdolił banialuków (to chyba efekt tych kaw), ale znając gościa osobiście powiem: ten typ już tak ma. Publiczności się podobało, bo nastąpiło nawet lekkie poruszenie pod sceną (choć pląsały głównie laski), ale bez ściemniania, wartość sceniczna Buddah zdecydowanie wzrosła w odniesieniu do tego, co zespół ten prezentował jeszcze rok czy dwa lata temu. Absolutnie obiektywnie, był to ich najlepszy występ jaki widziałem. Acz różnicę między poziomem muzycznym utworów z „Amyotrophy” a poprzedniej EP-ki (a tych też nie zabrakło) dało się wyraźnie wyczuć. Trochę mnie rozśmieszyło, jak sobie chłopaki na koniec sami zapowiedzieli „niewyproszony” bis, ale jako rozgrzewacz zdecydowanie dali radę. Mam tylko nadzieję, że Julek nie spocznie na laurach, nie obrośnie w piórka, tylko będzie systematycznie się rozwijał, i małymi kroczkami parł do przodu. Czego mu szczerze życzę!

Toughness z płyt mi nie do końca podchodzi. To znaczy, jestem w stanie docenić jakość, ale przesadnym fanem Demilich nigdy nie byłem, zatem nie trafiało mnie to centralnie w najczulszy punkt. No panie! Ale na żywca wyrwało mi płuca! Kolesie weszli na deski i po chwili zatrzęsły się ściany, z których, gdyby nie były wyciszone, posypałby się tynk. Co prawda selektywność lekko siadła, ale i tak był to death metal totalny. Nie brzmiało to jak czysta imitacja wspomnianych Finów, a jedynie inspirowana nimi wersja własna fińszczyzny. Podobała mi się sceniczna prezentacja zespołu. Zero niepotrzebnych artefaktów, po prostu czterech kolesi w koszulkach Athaist, Gorement (Aaaarghhhh!), synchroniczne przebierających palcami po gryfach przy głębokim growlu Bartka, który wygląda jak, nie przymierzając, młody Ingram. Na sali zrobiło się tłoczniej, a powietrze nasycił zapach potu. Jeszcze odnośnie rzeźbienia po gryfie, to zajebiste figle wyprawiał basista, szarpiąc gryf obiema dłońmi. Wbrew pozorom, dodatkowe wrażenia robiła obecna na twarzach muzyków beznamiętność, jakby grali w zupełnym odosobnieniu, bez udziału publiczności. To był mega ciężki deathmetalowy cios w staroszkolnym wydaniu, po którym ciężko było się pozbierać. A na dobitkę Toughness zagrali, tym razem już faktycznie wyproszony, bis (”Carrion Entrails” z ostatniej płyty) , po którym żywy nie wyszedł nikt. Moim zdaniem był to koncert wieczoru.

Yfel 1710 miałem zamiar sprawdzić chyba z rok wstecz, w Toruniu. Wtedy nie wypaliło. Co ma jednak wisieć, nie utonie, bo jeśli jesusatan nie może przyjść do Klimorth’s i spółki, to Klimorth i spółka przyjdą do jesusatana. Kolorystyka świateł w klubie zmieniła się na niebisko-fioletowe, a panowie zaserwowali zimny, drugofalowy black metal. Kaptury, mejkapy, klasyka. Poleciała między innymi „Klatka na ludzi”, „Zakon nienawiści” czy, pod koniec, „Willa wisielców”, „Zbieracz ciał”, czyli przekrojowo, najlepsze, że tak powiem, szlagiery. Pomijając już sam fakt, że muzyka Olsztynian na żywo ma jeszcze większą siłę przekazu niż z płyt, bo temu zaprzeczyć się nie da, to zajebistą robotę robi sam lider. Jego wprowadzające w klimat kolejnych kompozycji konferansjerki naprawdę sprawiają, że tych utworów nie tylko się słucha, ale i przeżywa. I, po raz kolejny, żadnego ubytku nie odczułem przez fakt, iż na scenie było relatywnie statycznie, bo ziąb bijący w płynących od frontu dźwięków był ponadprzeciętny. Pod barierkami znów zrobiło się dość tłoczno, były szturchańce i przepychanki, a i mi nóżka tupała jakoś tak bardziej intensywnie. Co by nie gadać, był to przedni występ, i potwierdzenie wysokiej klasy zespołu.

Zanim na scenę weszli „Krajści”, w pomieszczeniu pod barem nastąpiło niemałe poruszenie, bowiem spora liczba fanów zapragnęła zrobić sobie z zespołem pamiątkową fotkę. Błyskom flesza i „misiom” nie było końca, ale ostatecznie Christ Agony rozpoczęli swoje misterium. Na wstępie poleciało jakieś murzyńskie intro, że tylko brakowało czarnoskórych lasek bujających gołymi cycami, ale zaraz potem uderzyli „Devilish Sad”, kawałkiem, który niemal zmiótł mnie z planszy. Tym bardziej, że ekipa Cezarego, obiektywnie, znajduje się obecnie chyba w najwyższej formie od lat. Może to kwestia składu, może życiowego resetu, nie mnie w to wnikać. Nawiązując do składu, to chwilami śmiać mi się chciało, bo siwa broda Shambo wyglądała trochę jak broda Mikołaja, przyczepiona na gumkę. Wracając jednak do muzyki, to od początku największą bolączką występu Christ Agony było nagłośnienie. Panowie przywieźli ze sobą własnego nagłośnieniowca, który za chuj nie dał sobie nic powiedzieć lokalnym akustykom, i ustawił gałki po swojemu. Czyli prawie na maksa. Niestety, miało to olbrzymi wpływ na odbiór, czego potwierdzeniem były moje rozmowy z kilkoma znajomymi, wychodzącymi po koncercie z sali z „buczeniem” w uszach. No, ale nie mój cyrk. Co do setu Christ Agony, był on dla mnie połowicznie satysfakcjonujący. Były, owszem, stare numery (poza wspomnianym, choćby „Moonlight”), ale i kawałki ze środkowego okresu (np. „Coronation”), które kompletnie na mnie nie robią wrażenia. Żeby jednak oddać Cezarowi co cezarskie, przyznam, że pod względem wykonania, a przede wszystkim zaangażowania, nie mam chłopakom nic do zarzucenia. Było widać tą dzikość w oczach, było machanie włosami, było czuć płynący ze sceny mrok. Nie był to absolutnie koncert zagrany na odpierdol, czego się troszkę obawiałem. Pod koniec poleciał jeszcze numer z „Unholyunion”, ale bisu już nie było.

Bardzo dobry był to wieczór, a biorąc pod uwagę kolizję terminową z Mystic Fest, obecność w Bydgoszczy dwustu osób zaskoczyło nawet samego organizatora. Mnie z kolei nie zdziwiła, bo zespoły były przecież przednie, a nie każdy ma czas rozbijać się po kilkudniowych festach z muzyką „dla każdego”. Tu był konkret, zresztą jak zawsze na The Last Words of Death. I oby tak dalej. Zresztą, o czym ja tu mówię… Ta impreza ma już swój znak jakości. Do następnego!

- jesusatan

Zdjęcia: Tomasz Jaworski

Singiel a nadchodzącego TAAKE

 


Having balanced tradition and innovation for over three decades, Taake remains fiercely independent while continually pushing its own creative boundaries. That uncompromising vision finds new expression on the ninth full-length album, En Skog av Nidstang.

Past years of increasing isolation, detached from contemporary trends and largely removed from the influence of other music, the creative drive of songwriter Hoest has only intensified, resulting in four expansive compositions that flow naturally from the inspired mindset behind 2023's critically acclaimed Et Hav av Avstand.

The recordings for En Skog av Nidstang were completed south of Bergen, in the moss-covered forests around the island of Borgøy. In the surroundings depicted by the ill-fated Norwegian painter Lars Hertervig, Taake embraced the focused seclusion of the landscape, relying less on modern technology or studio excess, but on intuition, confinement, creativity, and a mastery of the rudimentary tools of the trade.

And today, fans will, for the first time, get a taste of the album with the release of the track "Einstoeingen og Eg" which can be downloaded or streamed at:

En Skog av Nidstang sounds unmistakably like Taake. Reckless thrashing riffs mix with brooding gloom, chilling melodies emerge from violent intensity, and moments of desolate reflection give way to untamed aggression. The result is an album that celebrates the enduring power of an unyielding artistic vision; proof that, after 33 years, Taake remains as vital, distinctive and relevant as ever.

Recorded, mixed and produced by Bjørnar Erevik Nilsen (VULTURE INDUSTRIES) and mastered by Øystein G. Brun (BORKNAGAR), track listing for "En Skog av Nidstang" is as follows:

Einstoeingen og Eg
Et Dyr tok min Hud
Engler
Av Guds ville Naade

En Skog av Nidstang will be available in jewel case CD, digipak CD, Cassette, LP (the first pressing of which will contain an A2 Poster), Ltd Edition White and Transparent LPs (limited to 500 copies each) and Digital formats.

Wznowienie "Thanks For Your Hostility" AGATHOCLES

 


Otoczony zasłużonym kultowym statusem, legendarny mincecore'owy AGATHOCLES zapowiedział reedycję swojego czwartego studyjnego albumu Thanks For Your Hostility. Wznowienie ukaże się niebawem nakładem Selfmadegod Records.

Czwarty studyjny album AGx, nagrany w 1996 roku w legendarnym Soundshape Studio w Belgii, a pierwotnie wydany przez niemiecką wytwórnię Morbid Records, z okazji 30. rocznicy doczeka się ponownego wydania.

Thanks For Your Hostility to połączenie charakterystycznego dla AGATHOCLES surowego grindcore’u, znanego m.in. z albumów Razor Sharp Daggers czy Theatric Symbolization Of Life, z crustpunkową estetyką inspirowaną takimi zespołami jak Anti-Cimex, Mob 47 czy Doom.

Ten album to absolutna pozycja obowiązkowa dla wszystkich mincecore'owych maniaków!

AGATHOCLES to belgijski zespół grindcore’owy, założony w 1985 roku przez Jana Frederickxa i Erwina Vandenbergha. Zespół powszechnie uznawany za twórcę mincecore'a – minimalistycznej, surowej odmiany grindcore’u wywodzącej się z estetyki lat 80., silnie zakorzenionej w przekazie społecznym i politycznym. Od momentu powstania AGATHOCLES konsekwentnie działa w duchu DIY, nagrywając liczne splity z zespołami z całego świata i wydawnictwa oraz intensywnie koncertując na całym świecie. W efekcie, zespół może poszczycić się najbardziej rozbudowaną dyskografią w historii grindcore’u.

Teksty zespołu od lat koncentrują się na tematach społecznych i politycznych, takich jak: antyfaszyzm, prawa zwierząt, ekologia, anarchizm oraz krytyka przemocy i nierówności społecznych.

Mimo ponad czterech dekad działalności AGATHOCLES pozostaje aktywny koncertowo i wydawniczo, utrzymując status jednej z kluczowych formacji europejskiego grindcore/mincecore.

Promując nadchodzące wznowienie Thanks For Your Hostility zespół udostępnił singiel do utworu Life Control (posłuchaj tutaj)

Kompaktowa reedycja Thanks For Your Hostility trafi do sprzedaży 19 czerwca 2026 roku nakładem Selfmadegod Records. Przedsprzedaż dostępna jest w sklepie internetowym wytwórni

Klip od TERATUM

 

On August 21st internationally, Dying Victims Productions will release Teratum's highly anticipated debut mini-album, Ordnance of Spiritual Warfare, on 12" vinyl and CD formats. And today, Deaf Forever magazine's website premieres the new video "Leviathan Rise." See & hear Teratum’s "Leviathan Rise" video in its entirety HERE.

Upon the wretched annihilation of Beastiality in the cursed year of 2024, there arose from the smoldering ashes a force most terrible and divine: Teratum. With a two-song promo tape the following year to announce their arrival, the Swedish quartet are now set to unleash their first widely available recording: Ordnance of Spiritual Warfare.

Whilst not ditching the blackthrashing mania of Beastiality entirely, Teratumhere conjure a sulfurous storm that runs parallel to their belligerent predecessor, asserting an iron-fisted identity all their own. Indeed, the thrashing is violent, but the BLACK deepens into a malodorous void. Spidery leads instill a sense of the ancient, and songwriting runs from the murderously swift to the moonlit entranced. No influences need be known, but rest assured that they’re OLD – and that Ordnance of Spiritual Warfare actually brings something new to the idiom.

Maniacs for Nifelheim, Desaster, Zemial, Sweden’s Morbid, and Germany’s Poison will surely begin paying obeisance to Teratum, on evidence of this four-song / 21-minute attack with spell. The conflagration that shall consume this forsaken earth is come!

In the meantime, see & hear the brand-new video "Leviathan Rise" exclusively HERE, courtesy of Deaf Forever, Germany's defenders of the true. Cover and tracklisting are as follows:


Tracklisting for Teratum's Ordnance of Spiritual Warfare
1. Dead in the Marshes
2. Leviathan Rise
3. Total Void
4. Metropolis of Death

Kolejne zespoły na Summer Dying Loud. Rozpiska z podziałem na dni

 

Oczekiwanie dobiegło końca! Przed Wami 11 nowych ogłoszeń i podział na dni, dzięki któremu możecie dokładnie zaplanować swoją wizytę na Summer Dying Loud 2026!
Zaczynamy od trzeciego headlinera! Do ogłoszonych wcześniej: Triptykon oraz Satyricon dołącza dziś Nevermore!
Nevermore zaliczył bez wątpienia jeden z najbardziej zaskakujących powrotów na scenę. Wydawało się, że legendarna formacja z Seattle już nigdy nie wystąpi. Początek 2026 przyniósł jednak zaskakującą informację, że gitarzysta Jeff Loomis oraz perkusista Van Williams, połączyli siły z nowymi muzykami, by kontynuować dzieło rozpoczęte ponad trzy dekady temu!
Nevermore w nowym składzie jest już po pierwszych koncertach, a reakcje fanów, są jednoznaczne! Mamy do czynienia z doskonałym składem, który jest w stanie w pełni kontynuować spuściznę nieodżałowanego Warrela Dane’a. W Polsce Nevermore ostatni raz pojawił się w 2006 roku na koncercie podczas Metalmanii w katowickim spodku. Czy jesteście gotowi na powtórkę po zaledwie 20 latach?
Wracamy na kontynent europejski, a dokładnie do Finlandii, gdzie jak doskonale wiecie, nie brakuje jakościowego death metalu. Jednym z najważniejszych przedstawicieli death doomu współczesnej, fińskiej sceny jest bez wątpienia Krypts! Polowaliśmy na nich od dłuższego czasu, a po informacjach o nowym składzie i pewnych przeciekach odnośnie nowej płyty, po prostu musieliśmy ich ściągnąć na SDL!
Pozostając na naszym kontynencie przenosimy się do Norwegii, która nie tylko black metalem stoi! Powitajcie Årabrot, oryginalny, noise rockowy twór, swobodnie poruszający się w muzycznej awangardzie! Zespół promuje wydany w zeszłym roku album “Rite Of Dionysus”.
Pozwólcie, że jeszcze raz sięgniemy za ocean. Część z Was zapewne już wie z doniesień internetowych, ale tym razem potwierdźmy oficjalnie: Devil Master wystąpi na tegorocznej edycji Summer Dying Loud! Wywodzący się z Pensylwanii proto black metal połączony z crustem i riffami rodem z death rocka? Uwielbiamy takie połączenia i jesteśmy przekonani, że i Wam przypadną do gustu!
To by było na tyle jeśli chodzi o dzisiejsze ogłoszenia zagranicznych zespołów. Oznacza to tylko jedno. Mamy dla Was sporo jakościowej muzyki z Polski i jesteśmy z tego mega dumni!
Zaczynamy od Azarath! To bez wątpienia jeden z najważniejszych polskich zespołów ekstremalnego death metalu! Ostatnio zagrali na SDL podczas jednodniowej “pandemicznej” edycji. Najwyższy czas na powrót! Tym bardziej, że kilka dni temu pojawiły się informacje, że zespół pracuje nad nowym albumem!
Nasza kolejna propozycja to Ciśnienie! Zespół, który powstał w jednym celu: stworzyć najbardziej wstrząsające i intensywne muzyczne kulminacje, jakie można sobie wyobrazić. Stylistycznie stanowi mieszaninę post-rocka, muzyki orkiestrowej i transowego jazzu, z inspiracjami oscylującymi między zespołami pokroju Swans, Fire! Orchestra i GY!BE, a muzyką H. M. Góreckiego czy Arvo Pärta.
Głodni? Może macie ochotę na Czernina? Nazwa zaczerpnięta z
krwawej zupy nie jest przypadkiem: to muzyka gęsta, lepka i ostra, taka, która zostawia posmak jeszcze długo po ostatnim akordzie. To już od dawna nie jest tylko black metal – to gotowanie na wolnym ogniu, gdzie raz wychodzi trans, raz melancholia, a raz ściana dźwięku, obok której nie da się przejść obojętnie.
Czy kolejna edycja Summer Dying Loud może odbyć się bez muzyki z Sosnowca? Może, ale czy powinna? Tego się nie dowiemy, bo zaprosiliśmy Grief Circle! Ich muzyka to powolne, mamucie riffy, przygniatająca atmosfera i głębokie emocje. Zadebiutowali świetnie przyjętym albumem "Weightless", czerpiąc inspiracje z takich zespołów jak Amenra, Cult of Luna czy Rosetta!
Lubimy koncertowe premiery! Wiemy, że Wy również lubicie brać udział w pierwszych, historycznych koncertach! Atavia powstała w 2018 roku jako solowy projekt Michaliny Mai Rutkowskiej, wokalistki zespołu Datura, a z czasem przeistoczyła się w trzyosobowy byt po tym jak do zespołu dołączył perkusista Tomek Wazia i gitarzysta Szymon Stadniczenko.
Zespół zagra swój sceniczny debiut na scenie Summer Dying Loud prezentując świeżo wydany album "To the Old Ones" - materiał, w którego skład wchodzą kompozycje pochodzące jeszcze z 2019 roku, utwory przesiąknięte inspiracją klimatami lat ‘70, post-punkiem, rockiem psychodelicznym czy dark folkiem. Fani indie rocka i shoegaze też znajdą tu coś dla siebie.
Mamy Black Sabbath w domu…
No może nie do końca, ale gdyby przyszło nam wskazać band, któremu najbliżej do czarnej magii proto doom metalu, to bez mrugnięcia padłoby na Hydrę!
Hydra band już kiedyś u nas wystąpiła, ratując odwołany w ostatniej chwili koncert! Tym razem zaprosiliśmy ich z pełnymi honorami, a że Panowie przygotowują nową płytę, której premiera jeszcze w tym roku, na pewno będziemy mogli liczyć na nowy materiał live!
Dzisiejszą stawkę zamyka skład, którego nowy album “Changelings” to jedna z najlepszych rzeczy, jakie ostatnio słyszeliśmy!
Species to warszawskie trio wykonujące techniczny thrash metal powstałe w 2018 roku. Ze spowitych tajemnicą laboratoriów niespokojnego jutra wyłania się ich psychotyczna wizja tej wyjątkowej niszy, wzbogacona o wpływy jazzu i funku. To eksperymentalny, choć niepozbawiony pierwotnej agresji, stop thrash i death metalu.
Uff, co za skład! Pozostaje nam jeszcze 6 ogłoszeń. Obiecujemy podać je jak najszybciej!
A teraz zapoznajcie się z podziałem na dni, na razie bez hierarchii i podziału na sceny, ale wystarczająco, by podjąć decyzję o wyborze konkretnych biletów. Poniżej macie też linki do poszczególnych biletów jedno- i dwudniowych!


Podział zespołów na dni:

Czwartek, 03.09.2026
Triptykon
Massacre
Cult of Fire
Species
Czernina
Hydra
Ciśnienie
Baest
Sigh
Putridarium
Snet
Devil Master
Stellar Blight
Civerous
Of Feather and Bone
+2 TBA

Piątek, 04.09.2026
Satyricon
Sventevith
Blaze Bayley
Grief Circle
Neolith
King Parrot
Eyes
Blindead 23
Vanishing Kids
Wolfpack Heading Nowhere
Königreichssaal
Black Magnet
Hexer
Imha Tarikat
Krypts
Misþyrming
+1 TBA

Sobota, 05.09.2026
Nevermore
Destruction
Ahab
Jesu
Dool
Cryptic Shift
Thy Worshiper
Frontside
Drowned in Silver
Atavia
Hekla
Arabrot
Rope Sect
Azarath
+3 TBA

Rozpiska czasowa HELLS BELLS

 

Przypomnijmy, że już 26-27 czerwca, na szczecińskiej Łasztowni odnotujemy największe skupisko legend punka i metalu na 1mkw! Wystąpią: Dirkschneider, Possessed, Discharge, UK Subs, Dead Congregation, Vader, Owls Woods Graves, Pro-Pain, Gama Bomb, NunSlaughter, Grave Digger, Cockney Rejects, The Analogs, a poszukujących mocniejszych wrażeń estetycznych zabawi Ryłkołak XXI wieku, czyli Słoń!




Zapowiedź debiutu DECEPTOR

 

On August 21st internationally, Dying Victims Productions will release the highly anticipated debut album of North Carolina's Deceptor, Reign of Terror, on vinyl LP and CD formats. And today, Deaf Forever magazine's website premieres the new track "Whammer." Hear Deceptor’s "Whammer" in its entirety HERE.

Hailing from Raleigh, Deceptor are death / thrash trio driven by the underground movement of 1988-1992. The band’s led by vocalist / bassist Gabriel Earley, who is responsible for writing music and lyrics, graphic design, and production / mixing / mastering. A self-taught musician, Earley started Deceptor in his bedroom, largely crediting the band’s creation to hearing the stories of bands like Anthrax and Metallica getting their start from Jon Zazula’s influence and belief in their potential/success. Jon died shortly before Earley began taking the idea of starting a band more seriously, and eventually, he found some musicians to make that idea come to life. The lineup coalesced when guitarist Preston Lanier joined in June 2022 after Earley approached him at an Exodus show with a copy of Deceptor’s first demo, Bound by Ritual; then, in October of that year, drummer Andrew Harper joined the band after witnessing their performance at a DIY house show. Together, the power-trio released the Bathed in Blood EP in 2023 and, the following year, the “Street General” digital single – both recordings setting the stage for their inevitable debut album.

Titled Reign of Terror, Deceptor’s debut album is tour de force of classic deathrash, firmly (and authentically) situated between those years of 1988 and 1992. With influences ranging from old Sepultura, Whiplash, and Protector on the thrashier end of things to Viogression, Ripping Corpse, and early Gorguts on the deathlier – and then Coroner, squarely in between – Deceptor construct mind-melting labyrinths across the ten-song / 33-minute record. Speed is always front and center here, but effectively shifts gears from gallop to one-two blast to overdrive and plenty more in between. Likewise, the riffing of Lanier spans the blunt & barbarian to technical terror, boosted by a litany of whirlwind solos poised to double your heart rate, effectively instilling both aggression and tension in their surprisingly dynamic songwriting. Earley’s bass work adds especial heft to their skulking breakdowns, which could almost be a record in themselves, so ever-present and compelling as they are. And Harper delivers a performance that his hero Gene Hoglan would’ve loved; one could say his violent acrobatics Leave Scars. Perhaps what’s most salient – beyond the era-authentic songwriting, that is – is the production on Reign of Terror, which sounds both throwback and refreshing, humidly raw and yet exceptionally finessed. Completed by Earley’s ‘91-vintage death-growls – again, just the right amount of reverb here – Deceptor’s first full-length stands as a reverential reinvigoration of archaic powers.

In the meantime, hear the brand-new track "Whammer" exclusively HERE, courtesy of Deaf Forever, Germany's defenders of the true. Cover and tracklisting are as follows:


Tracklisting for Deceptor (North Carolina)'s Reign of Terror
1. Red Dawn
2. Human Cavity
3. GI Joe Headstomp
4. Join or Die
5. Combat Patrol
6. Firing Squad
7. Whammer
8. Fog of War
8. Street General
9. Corpse Corps

czwartek, 11 czerwca 2026

Recenzja Nightly Gale „Nocturnal Origins: 30th Anniversary”

 Nightly Gale

„Nocturnal Origins: 30th Anniversary”

Black Flame Rebellion 2026

Wznowienia, wznowienia… Prace archeologiczne w pełni. Chwilę temu Black Flame Rebellion wydali debiutancki album Ysigim w formacie winylowym, a dziś częstują nas kolejnym wspominkowym wydawnictwem. Jest nim aż trzypłytowa kompilacja wczesnych nagrań Nightly Gale, w postaci demówek „Dream of Dark Hour”, „The Bleeding Art” oraz „Erotica”. Dodatkowo znajdziemy tu także sześć kompozycji nagranych ponownie przez zespół w oryginalnym składzie. (Czytaj dalej...)