poniedziałek, 29 listopada 2021

Recenzja Krolok „Funeral Winds & Crimson Sky”

 Krolok

„Funeral Winds & Crimson Sky”

Osmose Prod. 2021

Tego zespołu żadnemu maniakowi sceny blackmetalowej przedstawiać raczej nie trzeba. Wydany cztery lata temu debiutancki „Flying Above Ancient Ruins” (że pomniejszych wydawnictw nie wspomnę) narobił sporego zamieszania, dlatego też nowego krążka zespołu wielu już nie mogło się doczekać. (Czytaj dalej...)

Nowy mini OSSUAIRE do odsłuchu

 

Today, Québécois black metallers Ossuaire stream the entirety of their highly anticipated new mini-album, Triumvirat, at the Black Metal Promotion YouTube channel. Set for international release on December 2nd via Sepulchral Productions, hear Ossuaire's Triumvirat in its entirety exclusively HERE.

The heirs of the world's Origin's venom resurface with a concept glorifying the journey of the "Chantre Ardent," the golden-faced idol who guided a hundred chosen ones to the gates of the Great Rome so they could purge the holy land of its Christianity. With TriumviratOssuaire heralds the supremacy of the Snake and its victory through tragedy during 30 minutes of pure intensity and vehemence. With triumphant melodies supported by commanding chants and a high-caliber, impactful production, Ossuaire steps up to a new level and consolidates its place among the scene while issuing a serious warning about the undeniable quality of Québécois black metal.

In the meantime, stream Triumvirat in its entirety exclusively HERE, courtesy of the Black Metal Promotion YouTube channel. Preorder info can be found HERECover and tracklisting are as follows:


Tracklisting for Ossuaire (Canada)'s Triumvirat
1. À l'Aube de l'Impur
2. La Sainte Purge
3. Triumvirat
4. Ignipotentis
5. Cénotaphe

niedziela, 28 listopada 2021

ENMITY pracują nad debiutem


ENMITY is a Thrash Death Metal band influenced by the 90’s, with experimented musicians from Jordanian, France, Greece and Indonesia.

The band is:
Steeve Petit: Vocal (No Return, Zuul Fx)
David Decobert: Guitar (ex Nile, Cryptopsy, Dying Fetus sound live engineer)
Michael Perwira: Guitar (Trojan)
Mohammed Kutkut: Bass
George Kollias: Drums (Nile)

The band is actually working on their first full-length album, 7 songs of pure Old School Thrash Death Metal. Guest musicians have taken part on the album for additional lead guitars and extra vocals like Karl Sanders (Nile) or Max Otero (Mercyless). The album will be released in CD and CASSETTE format in mid-2022.

Krążek TAL w styczniu



Svart Records to release new album “Sapiduz” by experimental mastermind TAL in January 2022 

TAL: Organism (Official video)

26.11.2021 TAL: Organism (digital preorder)

07.01.2022 TAL: Sapiduz (vinyl preorder)

 


Krążek Deathbell w przyszłym roku



Svart Records to release new album “A Nocturnal Crossing” from rising French occult Doom Rock band Deathbell in 2022.

The first single, “The Stronghold and The Archer”, from Deathbell's new album will be released digitally 26th of November 2021. “A Nocturnal Crossing” vinyl and CD available worldwide in February 2022.

Check out “The Stronghold and The Archer” lyric video via Svart Record’s YouTube-channel:


Deathbell: A Nocturnal Crossing LP/CD – preorder link:

Deathbell: The Stronghold and The Archer – digital pre-order

YOTH IRIA ponownie wyda debiutancką EPkę “Under His Sway”

Yoth Iria, the brainchild of Greek black metal veterans Jim Mutilator and The Magus, will re-release its debut EP “Under His Sway” on 10th December via Pagan Records. The reissue will come in 12” vinyl, CD and digital formats and will consist of a bonus track not included on the previous version of the EP. The physical formats will be limited to 500 copies respectively.

Pre-orders are available now via Pagan Records: https://tinyurl.com/p5y6k5xc

Stream the EP in full: https://youtu.be/7Lxtau-5fdY

Krążek SERVANT w całości do odsłuchu


The evocation is now complete! After 5 years of hard work, the German black metal horde SERVANT has finally released the album Blessed By The Light Of A Thousand Stars via MDD/Black Sunset!

Stream the whole album on Black Metal Promotion channel! https://bit.ly/3FJ9TKF



Visit one of the stores below to grab your copy:
Album & Merch at MDD Store: http://mdd-records.de/servant
Limited boxset at Nuclear Blast (only 2 items left): https://bit.ly/3cIPh9a

Kawałek ROTTEN HALO do odsłuchu


The Austrian metal band ROTTEN HALO is glad to share the official video for “A World Worth Dying For”. The track is included in the debut full-length Devoured Hope that the quartet has released on October 29th in jewel case, streaming, and digital download formats.


Watch the video on the band’s YouTube channel!

EPka Ecryptus w styczniu



Ecryptus plays Star Wars themed death metal and they have a new EP ready for metalheads across the galaxy.

The EP “Kyr'am Beskar’gam”is due out January 14, 2022 via SBDC Records (Slamming Brutal Death Community).


Listen to the following EP teaser and feel the force flow your veins: https://youtu.be/D49WF5Lr0Vg

The epic Imperial galactic death metal of Ecryptus is recommended for fans of Morbid Angel, Immolation, and Suffocation.

Nowy kawałek Depressed Mode do odsłuchu



Finnish symphonic doom/death metal band Depressed Mode has returned! The band went on a hiatus on 2010 but returned on 2020 and are now set to release their third studio album Decade of Silence on May 6th 2022 via Inverse Records.


First official single Endless November featuring Veronica Bordacchini (Fleshgod Apocalypse) 
is available here: https://youtu.be/Q2K5S-DLBzo

Recenzja Gold Spire „Gold Spire”

 Gold Spire

„Gold Spire”

Chaos Rec. 2021

Jak wielki wpływ na ocenę muzyki ma aktualny nastrój chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Dobrze jest się zatem niekiedy w swoich przekonaniach upewnić. Dla mnie najlepszym tego przykładem z ostatnich tygodni jest debiutancki album Gold Spire. Po pierwszym podejściu rzuciłem tym w kąt i byłem przekonany, że więcej nie wrócę. Traf jednak chciał, że jakimś cudem odpaliłem materiał Szwedów ponownie. (Czytaj dalej...)

I esze jedna, tym razem z MARTWA AURA / MEDICO PESTE / MGŁA

 

MARTWA AURA / MEDICO PESTE / MGŁA

Bydgoszcz, Fabryka Lloyda – 24.11.2021

 

No ładnie rozkręca się nam Fabryka Lloyda, bardzo ładnie. W ostatnim dniu października gościliśmy tam Valkyria i Marduk, a już po niespełna miesiącu ucieszyli nas swą wizytą Martwa Aura, Medico Peste i Mgła. Mimo że 24.11, to niespecjalnie wygodna na koncert data, bowiem była to środa, to jednak publika dopisała, gdyż prócz starych wyjadaczy pojawiło się na tym koncercie sporo młodej krwi (wiadomo, do przybycia zachęcił ich atmosferyczny opad zwany Mgłą, która to wśród młodzieży od kilku już lat robi prawdziwą furorę). Dla mnie jednak głównym magnesem, który przyciągnął mnie na ten koncert, był zapowiadany występ Medico Peste, i wg mnie recital tej właśnie hordy był kulminacyjnym punktem tego programu, ale po kolei. Imprezę rozpoczęli poznaniacy z Martwej Aury i było to bardzo dobre otwarcie. Ich klasycznie podany, mizantropijny Black Metal zrobił robotę i doskonale wprowadził zgromadzoną tego wieczoru publiczność w odpowiedni klimat. Podobał  mi się ten występ zwłaszcza, że panowie postawili na zróżnicowany set i prócz wałków z ich pełnych materiałów pojawiły się także kompozycje z materiału demo „Dzień bez Jutra”, czy splitu z Odour of Death, a poza tym brzmiało to wszystko wręcz wyśmienicie i miało odpowiednie pierdnięcie, więc żarło konkretnie. Po kilku chwilach na oddech, no może nawet kilkunastu scenę we władanie objęli muzycy Medico Peste i pokazali, jak gra się nawiedzony, transowy popaprany Black Metal najwyższej próby. To, co zaprezentowała grupa z Małopolski, po prostu zwaliło mnie z nóg i sponiewierało okrutnie. Pozamiatali panowie, oj pozamiatali. Hipnotyzujące riffy, potężna sekcja rytmiczna z wywracającym flaki basem, oraz sugestywny przekaz sprawiły, że w powietrzu zaczął unosić się słodki odór gnijącego ciała i przecudnej urody aromat ropiejących ran. Chłopaki przejechali się w swym secie prawie po wszystkich swych wydawnictwach, ale mimo to ich występ był niesamowicie spójny i miał swą chorą myśl przewodnią, a że brzmienie było ponownie takie, że owrzodzone paluszki lizać, więc przeorał mi on  łepetynę niesamowicie (a po reakcji zgromadzonych wokół widziałem, że nie tylko mnie). Jak już wspominałem wyżej, dla mnie był to występ wieczoru, którego Mgła nie była w stanie przebić, choćby skały srały, a z nieba leciały gówna tak wielkie, jak moja skromna osoba. Krakowianie stali się już bowiem koncertowym kombinatem i choć ich występy live są precyzyjne i dokładne, że mucha nie siada, to jednak coraz mniej w tym pasji i tego niesamowitego feelingu, czy mroźnych wibracji, jakie charakteryzowały ich spektakle jeszcze 5 lat temu. Nie znaczy to, że nie lubię ich produkcji, czy występów scenicznych, gdyż to wyśmienity zespół, jednak magia ich pierwszych produkcji, czy występów na żywo uleciała już jakiś czas temu. Mgła dała jednak licznie zgromadzonej dla nich publiczności to, czego owa oczekiwała. Perfekcyjny, wyrafinowany show, oparty w większości o dwa ostatnie albumy, który podlana już tłuszcza chłonęła jak zaczarowana, łykając każdy dźwięk, czy gest zespołu (choć było ich jak na lekarstwo), niczym pelikany. Ja oceniam ich występ jako bardzo dobry, ale szału nie było. Ot, przyjechała wyśmienicie przygotowana i naoliwiona, koncertowa maszyna, odjebała swoją szychtę (bisu, którego domagała się ich wierna publika, nie było, bo panowie już zakończyli robotę), i pojechała dalej. Mam wątpliwości, czy postawa polegająca na olewaniu publiki, jest dobra, wszak popularność nie trwa wiecznie, ale ostatecznie to nie mój problem. Gwiazdy mają wszak swoje prawa, a o obowiązkach bardzo szybko zapominają. Konkludując zatem: zacna impreza z bardzo dobrym występem Mgły i Martwej Aury, oraz miażdżącym, w chuj wyjebanym, niesamowitym, chorobliwym show Medico Peste. Kontent jestem niezmiernie i czekam na kolejny koncert w Fabryce Lloyda

 

Hatzamoth







Relazja z koncertu DESPISED CRUELTY / BAALZAGOTH / JARUN / SZNUR

 

DESPISED CRUELTY / BAALZAGOTH / JARUN / SZNUR

czyli THE LAST WORDS OF DEATH # 9 oczami Hatzamoth’a

Wiatrakowa Klub, Bydgoszcz 20.11.2021

 

Gdy tylko ujrzałem zajawkę kolejnej, dziewiątej już  edycji The LastWords of Death rzekłem sobie, że w końcu muszę pojawić się na tej zacnej imprezie. Dodatkową motywacją do ruszenia dupy i odnowienia niektórych znajomości face to face był fakt, że przy tej okazji będę mógł zobaczyć na żywo wałbrzyskie Sznury, co pomijając wszystkie, inne aspekty było propozycją nie do odrzucenia. Gdy nadeszła zatem odpowiednia chwila zameldowałem się w wyznaczonym miejscu i przywitawszy się z mym redakcyjnym kolegą Jesusatan’em (który tego wieczoru był jakiś taki lekuchno niemrawy) i innymi, czarnymi braćmi, którzy mam nadzieje wybaczą mi, że nie wymienię ich z imienia i nazwiska, gdyż zajęłoby to zbyt dużo miejsca, a poza tym wykładnia obowiązującego prawa (RODO) zabrania takich praktyk. Przejdźmy zatem do sedna sprawy, czyli samego koncertu. Rozpoczął Łódzki DespisedCruelty i mimo pewnych kłopotów na początku (gitarzysta popsuł bowiem swoje wiosło i musiał niczym gazela zapierdalać na zaplecze po nowe) zaprezentował się przyzwoicie i udanie otworzył dziewiątą edycję The LastWords of Death.  Ich wizja Black Metalu nie była co prawda niczym odkrywczym i prawdę powiedziawszy, nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia, ale było to rzetelne, czarcie napierdalanie, które do tego brzmiało niezgorzej, więc początek był obiecujący. Następnie na scenie zainstalował się Kostrzyński Baalzagoth i konkretnie dojebał do pieca. Ich Death/Black Metal zwłaszcza w równych, marszowych tempach i miażdżących zwolnieniach pachniał zajebiście mocno Archgoati kopał kurewsko (co niewątpliwie jest plusem ich twórczości), jednak w szybkich napierdalankach było sporo chaosu i niedociągnięć. Mimo to podobał mi się ten wypierd z odbytu Szatana, a osobne słowa uznania kieruje w stronę perkusisty grupy, który ma dopiero 13 (tak, tak, dobrze widzicie, 13) lat, a napierdala tak, że klękajcie narody. Przyszłość przed tobą młodzieńcze, trzymam kciuki! Kilka drinków później swój występ zaczynał Jarun, a jako że ich nieoczywista, czerpiąca pełnymi garściami zarówno z Pagan Black Metalu, jak i z szeroko pojętej muzyki progresywnej twórczość od zawsze przyjemnie łechtała moje muzyczne podniebienie, toteż czym prędzej pospieszyłem do sali koncertowej rozkoszować się tymi dźwiękami. Niestety akustyk nie dźwignął tego bądź nie zrozumiał bogatej natury tej muzyki, gdyż wszystko zlewało się w jedną, słabo czytelną ścianę dźwięku i choć muzycy Jarun starali się, jak mogli, to bez odpowiedniego brzmienia ni chuja to nie trybiło, a szkoda. Zespołowi dziękuję zatem za ich występ i zaangażowanie, a akustykowi polecam poszerzenie muzycznych horyzontów, pozbycie się schematów i bardziej otwartą głowę, gdyż chyba tego właśnie zabrakło przy okazji nagłaśniania koncertu Jarun. No i nadszedł wreszcie czas na wałbrzyskie Sznurki, czyli crème de la crème całej imprezy. Panowie wyszli, zajebali i pozamiatali, w skrócie rzecz ujmując. Naprawdę zajebisty był to występ, nie będę jednak zdradzał wszystkich niuansów, niech bowiem każdy wybierze się na ich koncert, i sam zobaczy, co się tam wyprawia, a wyprawia się grubo. Nadmienię tylko, że ci panowie w kapturach, to nieźle popierdolone jednostki, mające jednak na siebie pomysł, a do tego grające Black Metal w formie, której próżno szukać na opanowanej w mniejszym, bądź większym stopniu przez komercję, światowej scenie tego gatunku. To, co zaprezentował na żywo Sznur, rozstawiło zebrana gawiedź po katach i przeorało jej mózgownicę (podobnie zresztą, jak moją), aż miło. Dziękuję zatem chłopakom za ich miażdżący występ, jak i za odbyte w atmosferze wzajemnego szacunku i zaufania pogawędki przy okazji wywiadu, oraz  luźnej, zakrapianej alkoholem konwersacji przy stoisku z merchem. Do zobaczenia więc na kolejnym koncercie Sznura, na który mam nadzieję, trafię jak najszybciej. I tak oto kolejna edycja The LastWords of Death dobiegła końca. Już teraz ostrzę sobie zębiska na kolejną, jubileuszową, X edycję tej imprezy, na której zapowiadane są m.in. występy Profeci i Varmia. Oj kurwa, będzie się działo. Warto zajrzeć. Tak wiec, do nastepnego.

 

Hatzamoth

 

Ps. Za zdjęcia nikomu nie dziękuję. Przepraszam jednak za ich niedoskonałość. Wykonane zostały bowiem moją wiekową już cegłą, a biorąc to pod uwagę, uważam, że i tak wyszły nie najgorzej. No i z grubsza to tyle, a resztę niech wciągną motyle. 






sobota, 27 listopada 2021

Recenzja Extreme Cold Winter „World Exit”

 Extreme Cold Winter

„World Exit”

Hammerheart Rec. 2021

Mówią wam coś takie nazwy jak Beyond Belief, Beast of Revelation, Severe Torture, Centurian czy Officium Triste? Jeśli tak, to spieszę donieść, iż panowie zaangażowani we wspomniane zespoły połączyli właśnie siły i wydalili z siebie debiutancki krążek tworu o nazwie Extreme Cold Winter. Powiem szczerze, że zwłaszcza po zeszłorocznym rozczarowaniu płytą Beast of Revelation oczekiwań wobec tego materiału zbyt wielkich nie miałem. (Czytaj dalej...)

Recenzja SIELUNVIHOLLINEN „Teloituskäsky”

 SIELUNVIHOLLINEN

„Teloituskäsky”

Hammer of Hate Records 2021

Czwarty, pełny album Fińskiego projektu Sielunvihollinen, którym niepodzielnie włada znany także z gry w Barathrum, Wintermoon, czy Norrhem Ruttokieli, to materiał, który jest wręcz kanonicznym przykładem zimnego, surowego, jadowitego, przepełnionego melancholijnymi melodiami Black Metalu made in Suomi. (Czytaj dalej...)

Piosenka i zapowiedź debiutu HOLLOW WOODS z wigwamem na okładce

 

Today, Finnish black metallers Hollow Woods premiere the new track "A Frozen Glance" at heavily trafficked web-portal NoCleanSinging.com. The track is the second to be revealed from the band's  highly anticipated debut album, Cold Winds Cleave the Earth, set for international release on December 21st via Signal Rex. Hear Hollow Woods' "A Frozen Glance" in its entirety exclusively HERE.
 
After 2019's well-received Endless Trails demo via Signal Rex, Hollow Woods strike with a full-length debut fittingly titled Cold Winds Cleave the Earth. While hailing from Finland, this mysterious entity largely eschew their homeland's reigning black metal idiom, instead taking influence from Ukraine (Roman Saenko's projects), Norway (early Ulver, equally early Gorgoroth), and especially Russia (the Blazebirth Hall collective). In other words, pure & proud BLACK METAL, nevertheless done with personality and charisma.

Cold Winds Cleave the Earth boldly and brazenly displays Hollow Woods' full potential across its six-song/39-minute duration. Epic but never belabored, physical but finessed, straightforward but never simplistic: no gimmicks, just hateful black metal. Hollow Woods are always working within the framework of devotion to the primal world and nature mysticism; both can be felt, subtly but assured, across the entirety of Cold Winds Cleave the Earth. The artwork and inspiration for the album's theme stems from Finnish linguist and ethnographer Kai Donner (1888-1935), taken during his expeditions to Siberia.

So pure, so cold, so boundless within its boundaries: Hollow Woods present a new grim majesty with Cold Winds Cleave the Earth.

In the meantime, hear the brand-new track "A Frozen Glance" exclusively HERE, courtesy of NoCleanSinging.com. Also hear the previously revealed "Evergreen Vigil" HERE at Signal Rex's Bandcamp. Cover and tracklisting are as follows:


Tracklisting for Hollow Woods' Cold Winds Cleave the Earth
1. Cold Winds Cleave the Earth
2. A Frozen Glance
3. Evergreen Vigil
4. Transcendent Echoes
5. Glacial Hell
6. To the Shrouded Shores

piątek, 26 listopada 2021

Recenzja Snaum "Selfmadeself"

 Snaum

"Selfmadeself"

Independent 2021

Mówi się, że reklama dźwignią handlu. Coś w tym chyba jest, bowiem promówka debiutanckiego materiału Snaum leżała sobie u mnie na dysku już jakiś czas i pewnie gdyby nie dość natrętne bombardowanie mnie całkiem intrygującą okładką w mediach społecznościowych poleżałaby sobie jeszcze kto wie jak długo. Postanowiłem jednak "odhaczyć" zespół i, jak to już niejednokrotnie bywało, zabawiłem przy tych dźwiękach na dłużej. (Czytaj dalej...)

Recenzja SPELLFORGER „Upholders of Evil”

 SPELLFORGER

„Upholders of Evil” (Ep)

Personal Records 2021

Patrząc na logo i front cover tegorocznej Ep’ki indonezyjskiego SpellForger spodziewałem się raczej usłyszeć tu muzę utrzymaną w klimatach Power/Heavy Metalowych, a tymczasem chłopaki zrobili mi psikusa i dojebali prosto w ryj rasowym, korzennym, wyrywającym z buciorów Thrash/Speed/Black Metalem zatopionym głęboko w latach 80-tych. (Czytaj dalej...)

Nowy ARCHGOAT już dostępny

 

Three years after the highly acclaimed "The Luciferian Crown", ARCHGOAT herald the release of their fifth album today. "Worship The Eternal Darkness" is another blasphemous monolith, forcefully combining Black, Death, Punk, Thrash, Grindcore as well as Heavy Metal influences and fusing all these elements into ten coherent tracks. ARCHGOAT's angelslaying compositions display old-school finesse with elements of melodic dynamism, thus making "Worship The Eternal Darkness" a worthy addition to the Finnish Black Metal band's discography.

Listen to "Worship The Eternal Darkness" via Bandcamp or on the YouTube channel of Debemur Morti Productions:



Nowa EP-ka PURE WRATH w lutym

 

On February 18th, the Indonesian Black Metal band PURE WRATH will release its third album, "Hymn To The Woeful Hearts". The successor to the 2020 released EP "The Forlorn Soldier" perfectly balances howls of primal rage with tear-stained, hymnal sung passages, simultaneously vicious and yearning guitar-work, poignant synth, evocative acoustics and heartfelt thematic realism.

Today, Debemur Morti Productions unveil the cover artwork of artist Aghy Purakusuma as well as the track list of "Hymn To The Woeful Hearts":


Track list:

01. The Cloak Of Disquiet
02. Years Of Silence
03. Presages From A Restless Soul
04. Footprints Of The Lost Child
05. Those Who Stand Still
06. Hymn To The Woeful Hearts

czwartek, 25 listopada 2021

Relacja z The Last Words of Death

 

The Last Words of Death #9

20.11.2021 Bydgoszcz, Wiatrakowa Klub

Despised Cruelty / Baalzagoth / Jarun / Sznur

 

Rok bezpański 2021 zbliża się ku końcowi, zatem przyszedł czas na ostatnią już przed nadejściem kolejnego edycję bydgoskiego cyklu The Last Words of Death. Był chłodny listopadowy wieczór i chwilami lekko dżdżyło gdy opuszczałem moją pogrążoną w smutku, machającą mi przez okno chusteczką na pożegnanie małżonkę i dwie płaczące, smarkające głośno w chusteczki córki udając się w miejsce koncertu… Dobra, chuja prawda. Stara była wkurwiona, że znów idę się bawić bez niej a potomstwa miały wyjebane. Tak czy siak, chwilę przed pierwszym występem artystycznym byłem na miejscu zwarty i gotowy. 

Imprezę otworzył łódzki Despised Cruelty, którego debiutancki materiał miałem kiedyś możliwość przedstawić na łamach. Chłopaków było pięciu, co przy ograniczonym metrażu wiatrakowej sceny nie było raczej czynnikiem sprzyjającym, ale jakoś się pomieścili. Już na samym początku gitarzysta popsuł swoją zabawkę i musiał lecieć na zaplecze po nową, żwawo niczym reżyser filmu o Niemcach w „Nic śmiesznego”. Panowie, mimo iż black metal grali, nie wymalowali sobie mordek pod pandę, tylko wyszli jak ich bozia stworzyła. Zaprezentowali się bardzo przyzwoicie, w czym zapewne bardzo pomogło im przyzwoite brzmienie. Nie trzeba było się domyślać o co chodzi, wszystko pięknie śmigało i Diabeł zapewne się uśmiechał słuchając piosenek z „Łez Padołu”. Na minus niestety muszę odnotować strasznie wkurwiające czyste, albo raczej wyjące wokale, no ale śpiewać każdy ponoć może. Nie, no żeby to nie zabrzmiało złośliwie, bo generalnie chłopaki dawali radę. Ja jednak w okolicy piątego kawałka ulotniłem się zrobić wywiad ze sznurami, nim się jeszcze zdążyli napierdolić.

Wróciłem na drugi numer kostrzyńskiego Baalzagoth, gdyż słyszałem, że niby zespół dobry i Szatana kochają. No i chyba by się zgadzało, gdyż na scenie zainstalowany był sporej wielkości krzyż (mówi się, że odwrócony, choć i tak wszystko zależy jak na to spojrzeć), jakieś czaszki i ogólnie śmierdziało czarno mszo. Basista wyglądał jakby właśnie wrócił z planu Evil Dead część następna (albo jakby włożył łeb do klopa po ostrej sraczce kogoś z zaawansowanymi hemoroidami, jak kto woli), wokalista eksponował dość mocno kolorowe tatuaże (ja jednak jestem tradycjonalistą i nigdy sobie koloru położyć nie dałem), a za zestawem perkusyjnym siedział… chłopiec. Tak! Chłopiec moi mili, bo jak się zaraz okazało ichni fizyczny ma (uwaga!) trzynaście lat. A jak napierdala, to nawet nie pytajcie. No dobra, ale o muzyce miało chyba być. No kurwa było mocno. Muzyka Baalzagoth nie łamie jakichś barier, nie ściga się ze światłem, jest raczej stonowana, w mocno marszowych rytmach, jednak ciężar jaki ze sobą niesie jest konkretny. Kolega stojący przy mnie zauważył, że koszul Archgoat na torsie wokalisty sporo wyjaśnia i chyba poniekąd nie sposób się z tym nie zgodzić. Z tą różnicą, że Baalzagoth to czysty pierdolony death metal. Chłopcy starali się nie pozabijać o siebie na tym minimalnym metrażu i widać było, że śmierć mają w genach. Chwilami, w szybszych fragmentach dźwięk się nieco zlewał tworząc lekką ścianę dźwięku, ale generalnie narzekać nie było na co. Bardzo dobry występ i wielce obiecujące, dobrze wróżące kawałki. Nie mogę się już doczekać debiutu, który lada chwila powinien ujrzeć nieświatło  nocy.

Następnie na scenie pojawił się Jarun. Przyznam, że z płyty ich muzyka średnio mi robiła i po ich występie raczej zdania nie zmieniłem. Jednak tego typu post-blackmetalowe granie musi mieć w sobie to coś, co porusza. Mnie niestety koledzy z małopolskiego nie trafiają. Starali się co prawda jak mogli, mimo iż ponownie był to band pięcioosobowy i było im zapewne ciut ciasno. Pośpiewali po naszemu mieszając ostre skandynawskie granie ze wstawkami bardziej nastrojowymi, lecz chyba niespecjalnie to przemawiało do dość mało licznie tym razem zgromadzonej gawiedzi, bowiem wszyscy stali jakby nie do końca kumali o co muzykom chodzi. Według mnie też nieco wiało nudą, bo kombinować to jednak trzeba umieć. Najbardziej z tego występu zapamiętałem, że wokalista kojarzył mi się z młodym Riedlem i to zarówno fizycznie jak i z charakterystycznych ruchów scenicznych. No nie podobało mi się, co zrobić… Nie powiem, że we wapno, ale cienko.

Główną atrakcją wieczoru miał dla mnie być (i faktycznie był) wałbrzyski Sznur. Występ poprzedził cover puszczony z taśmy w postaci „Anielskiego Orszaku”, przy którym ludzie stali z pootwieranymi ze zdziwienia gębami, po czym poczuliśmy wraz z zespołem „Zapach Cipy”. Telefony poszły w górę jak na występie Majkela Dżeksona, co nieco mnie rozweseliło, ale takie czasy. Na mikrofonie szarfy pożegnalne, zajebane zapewne z jakiegoś cmentarzyska, trójca poubierana w kaptury, jeden w gajorku, drugi w żonobijce… No kurwa, wyglądało to niecodziennie. Pałker, mimo iż żłopał przed występem browary na potęgę zaskakująco dobrze trzymał rytm a wykrzykujący wulgarne teksty cham za mikrofonem wił się i gimnastykował jakby był troszkę obłąkany. Słał ludziom całusy, macał się wspomnianymi szarfami po kroku i popijał piweczko. Brakowało mi jedynie, by wzorem Panasewicza wyciągnął frontalnie chuja. Młodzież pod sceną poczuła bluesa i po raz pierwszy tego wieczora rozpętał się tam konkretniejszy młyn. Set Sznurów oparty był w większości na „Domu Człowieka”, choć starsze piosenki też się przewinęły. Ta muzyka na żywca ma jeszcze większe pierdolnięcie niż z odtwarzacza, a biorąc pod uwagę charyzmę Zero można jej siłę pomnożyć przez… dużo. Nie zniesmaczył mnie nawet fakt, iż pod koniec występu zamiast piwka w gębę zakapturzoną była lana woda (jak świnia, kurwa, jak świnia!), bo przedstawienie Sznura porozstawiało zebranych po kątach. Na bis poszła pieśń o wzruszającym tytule „Zdychaj Chuju”, no i chuj, no i cześć, można było się rozejść do domów.

Cóż zatem można dodać w podsumowaniu. Czy muszę po raz kolejny dziękować Maciejowi za zaproszenie? Czy muszę kłaniać się w pas wszystkim zespołom za to, że dali z siebie wszystko? Czy muszę wspominać, że kto nie przyszedł ten może żałować? Chyba nie. Szkoda, że tym razem ludzi było nieco mniej niż zazwyczaj, choć zdaję sobie sprawę, że koncerty Marduk i Mgła w nieodległym terminie pewnie zrobiły swoje. Chuj tam, ja już czekam na kolejną, jubileuszową edycję, która już na początku przyszłego roku. Jak mnie stara puści to się pojawię. Jak nie puści (co się jeszcze nigdy nie trafiło) to też. 666!

- jesusatan


Zdjęcia dzięki uprzejmości WiosnaFoto

https://www.facebook.com/WiosnaFoto/

środa, 24 listopada 2021

Split THE SUN AND THE MIRROR/PSEUDODOXIA do odsłuchu



“The Eerie and Radiant Doorless Rooms Of Pain” is a split album by two truly outstanding Experimental Doom / Ambient Drone duos: THE SUN AND THE MIRROR and PSEUDODOXIA.

Ahead of its official release date, the effort is now streaming in its entirety at Invisible Oranges, The New Noise and Subterraneo.

Pre-orders are now available here:

 




Kawałek Silent Obsession do odsłuchu


Algerian Brutal Tech-Death band Silent Obsession have released a lyric video for upcoming single "Against The Process." The single, which features vocalist Redouane Aouameur of Lelahell, will be released on November 27.


Check out the video at:
The single is also available on Bandcamp.

Kawałek RABID DOGS do odsłuchu, krążek w styczniu


Fast-growing Italian label Time To Kill Records is proud to announce the signing of RABID DOGS. The Italian band is known for their crushing blend of frantic extremity, mixing grindcore, sludge and hard rock with pulp and cinema-inspired lyrics. The band's new album, "Black Cowslip", will drop on January 28th, 2022.


The video of the album's first single, "Fucking Spaced Out", is now streaming
HERE!