czwartek, 2 kwietnia 2026

Relacja z koncertu Clairvoyance / Serotonin Zero / Tyran / The Black Thunder

 

Clairvoyance / Serotonin Zero / Tyran / The Black Thunder

27.03.2026 “NRD” Toruń

Przy okazji niedawnego, lokalnego, koncertu Technophobia, zresztą w mojej byłej podstawówce, poznałem kolesia. Okazało się, że mieszka na „mojej” dzielni, w muzie siedzi od dziecka, a mimo to, przez piętnaście lat na siebie jakoś nie wpadliśmy. Pogadaliśmy sporo, wymieniliśmy się numerami telefonów, i obiecaliśmy sobie, że przy okazji spotkanie powtórzymy. No i nagle pada z jego strony pytanie, czy jadę jutro na Clairvoyance do NRD. Cóż, nie planowałem, ale jako że Toruń blisko, a zespół konkretny, to czemu nie. Tym bardziej, iż kolega zaoferował się jako kierowca, to i napić piwa się można… Jade!

Po drodze trochę postaliśmy w korku, stąd też na występ The Black Thunder przybyliśmy mocno spóźnieni. Na tyle, że dane nam było zerknąć jedynie na dwa ostatnie numery. Pod sceną naliczyłem jedenaście osób, co nawet w tak małej salce generowało same prześwity. Scena w NRD jest malutka, zatem czterech kolesi ledwo się na niej mieściło, i o popisach typu skoki narciarskie mowy być nie mogło. Mimo to, dawali konkretnie do pieca, w trybie dość skocznym i zachęcającym do zakupu browara. Wokalista zyskał u mnie plusa, bo miał na sobie koszul „Altars of Madness”, więc otwarcie było przyzwoite. Załapałem kilka chwytliwych riffów, przy których nóżka potupała, acz z drugiej strony także pierwsze minusy typu śpiewane wokale, kompletnie nie pasujące mi do koncepcji. Zresztą koncepcji nie do końca określonej, bo mieszanka death i black metalu w wykonie Czarnego Pioruna chwilami zdaje się dość chaotyczna i nie do końca dopracowana. Ale źle nie było. Na koniec pan wokalista poprosił o jakieś zaznaczenia na Instagramie, zadedykował piosenkę przybyłym, i se poszli.

Tyran weszli na scenę z kopyta. Przede wszystkim brzmienie. Głośne blachy, niczym na próbie garażowej, hard core’owe rytmy, przeplatane punkiem, z deathmetalową okrasą… Od razu mi się banan na twarzy namalował. Na basie zauważyłem znajomą twarz (czytaj: koszulkę Morbid Angel), czyli konotacje personalne z poprzednim zespołem. Ale to bez znaczenia. Tyran napierdalali ile fabryka dała, a uśmiech, mimo nielicznej publiki, praktycznie nie znikał im z twarzy. Sporo w ich muzyce punkowych rytmów, przy których chciało się poskakać, sporo niemal grindowego pierdolnięcia, ale przede wszystkim mnóstwo chwytliwych patentów do rozruszania kości. Wokalista śpiewał, albo raczej darł ryja, z niesamowitą pasją, a że miał na głowie czapeczkę z daszkiem, skakał po odsłuchach i przybierał różne pozy, to jakoś tak skojarzył mi się z Kyle Simonsem, z czasów kiedy to oglądałem Hate Plow w Warszawie. Ubrał też pan śpiewak koszulkę Yattering, zatem mój szacun urósł jeszcze bardziej. Zajebistą robotę zrobiły podczas tego gigu migające na czerwono światła. Bo sprawiały wrażenie, jak byśmy oglądali stare kino, horror klasy B, z przeskakującymi klatkami. Pod sceną się ciut zagotowało, co nie dziwi, bo muza Tyrana to był prawdziwy koktajl energii, czym sam byłem niesamowicie zaskoczony (bo zespołu wcześniej nie znałem). Pod koniec występów chłopaki poprosili o oznaczenie na Insta (kurwa mać, plaga jakaś, czy ja już za stary jestem i nie wiem o co chodzi?), i się grzecznie pożegnali. Dla mnie był to występ wyśmienity, porozkładali mnie kolesie na części pierwsze.

Serotonin Zero nie chciał pozostawać dłużny pod względem zabawowym. Chłopaki dawali mocno ognia, choć ich muza, względem poprzedników jawiła mi się bardziej techniczną, przez co jednocześnie mniej chwytliwą. Wokal biegał (o ile na tej małej scenie można użyć takiego słowa) w dresie Adidasa i białej koszulce, tańcował i starł się zabawić toruńską publiczność, której liczebność wzrosła do jakichś trzydziestu pięciu osób. Chwilami chłopaki potrafili konkretnie przypierdolić, gdzie indziej jechali na d-beacie, ze sporą ilością headbangingowych riffów. Były jednak w ich występie momenty usypiające, w których zdecydowanie brakowało żywiołowości. Ponadto każdy numer przeplatali noise’owym przerywnikiem, co na początku zdawało się być fajnym rozwiązaniem, ale po dłuższej chwili zaczynało ciut wkurwiać. Ogólnie występ Warszawiaków był przyzwoity, choć moim zdaniem za dużo w ich twórczości niepotrzebnego kombinowania. Nie wiem, może nie moja bajka, ale ten koncert był takim trochę uzupełniaczem tego piątkowego wieczoru. 

Clairvoyance. Na pierwszy strzał poleciał „Szmaragd Bazyliszka”. Oczywiście nie w całości, ale i tak podbił ciśnienie dość mocno. Potem scenę oplótł gęsty dym, z którego wyłoniło się pięciu kolesi, i przypomniało, jak się  grało kiedyś. Warszawiacy pojechali przekrojowo, oczywiście z naciskiem na debiutancki album, ale nie zapominając po drodze o EP-ce czy demówce (zwłaszcza pod koniec setu). Na scenie było ich aż pięciu, zatem, z powodów metrażowych, do zabawy zachęcał głównie wokalista, zresztą człowiek na pokładzie nowy. Zdecydowanie dawał radę. Jako iż panowie w przesadne prędkości się nie bawią, podczas ich recitalu smoła ściekała powolnie po ścianach byłego NRD, a death metal w ich wykonaniu zdecydowanie nawiązywała do czasów, kiedy ów kraj jeszcze istniał. Moim zdaniem piosenki Clairvoyance na żywo, przy odpowiednio ustawionym brzmieniu (a takie akurat mieliśmy pod ręką), jeszcze bardziej zyskują na ciężarze. Z kolei wplatane przez zespół interludia o wiele bardziej sprawdzały się niż w przypadku wspomnianych przed chwilą poprzedników. Te czterdzieści minut to była klasyka death metalu z lat dziewięćdziesiątych, zarówno pod względem muzycznym, jak i scenicznym. Potężne pierdolnięcie, po którym musiałem sprawdzać w dowodzie jak się nazywam.

Podsumowując, był to całkiem udany wieczór, tak muzycznie, jak i towarzysko. Klubik całkiem przyzwoity, nagłośnienie bez zarzutów, spory wybór chmielu, niczego mi nie brakowało. Dziękuję organizatorom za zaproszenie, warto było ruszyć cztery litery by wziąć udział w tym wydarzeniu. Pewnie wpadnę tu ponownie za jakieś dwa tygodnie, tym razem na Hell-Born. Do zobaczenia!

- jesusatan

zdjęcia: Marcel Bartkiewicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.