Sarinvomit
„Malignant Thermonuclear Supremacy”
Sarinvomit, to zespół, który zaskoczył mnie od
samego początku. Kiedy bowiem spojrzałem na fotkę promocyjną, pierwsza myśl
jaka przeszła mi przez głowę, to to, iż kolesie łupią zapewne totalnie surową
odmianę war metalu na kanadyjską modłę. Utwierdziła mnie w tym okładka albumu,
na której można znaleźć jezuska główką do dołu, maskę gazową z kozimi rogami
oraz czaszki w liczbie kilku. Wielkie zatem było moje zdziwienie, gdy po
odpaleniu płyty zostałem zaatakowany black metalem w zupełnie innej postaci. Owszem,
jak najbardziej wojennej, jednak bardziej przywołującej w pamięci Marduk z
najlepszych czasów („Panzer Division Marduk „/ „Nightwing”). Jeśli takie
skojarzenie nie dopadnie was od samego początku albumu, to posłuchajcie uważnie
choćby początku przedostatniego na płycie „Sarinvomit”. Żeby było ciekawie, te podobieństwa nie
dotyczą jedynie samej muzyki ale także brzmienia jakie udało się Turkom
osiągnąć na debiucie. Na dzień dobry dostajemy zatem po łbie kanonadą
perkusyjna na najwyższych obrotach w czasie gdy gitary wycinają lodowate
melodie w zdecydowanie skandynawskich odcieniach. Te są na tyle dobrze
skomponowane, że już po dwóch – trzech odsłuchach można przechadzać się po
mieszkaniu nucąc je sobie w środku, w Czesiu. Z każdym następnym podejściem do
tego albumu pragnie się go coraz bardziej, wręcz łaknie wyłapywania kolejnych
smaczków jakie kryje w sobie ta pozornie dość prosta płyta. A nie jest ona wcale
banalna i jednowymiarowa. O ile na wspomnianej wyżej „PDM” Szwedzi zapierdalali
cały czas do przodu niczym Pendolino, na „MTS” pojawia się kilka fragmentów
mających odmienny charakter, jak choćby już w pierwszym na płycie „Perishing
Eterbal Void”, gdzie w drugiej połowie utworu uderza nas piękne zwolnienie i
śpiewany wokal kojarzący mi się z tym, co na EP-kach Bolzer poczynił Okoi.
Dodatkowo poszczególne utwory rozpoczynają się przeróżnymi odgłosami wojennymi,
co w połączeniu z tytułami poszczególnych ciosów tworzy klimat czysto bitewny.
Mimo iż płyta trwa około 45 minut ma się wrażenie, że jest zdecydowanie krótsza
i słucha się jej jednych tchem. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że tak
dobrego europejskiego black metalu na wojenna nutę nie słyszałem od lat. Turkom
udało się mnie podejść od najczulszej strony. Widać mają jebani dobry wywiad
hehe! Zdecydowanie polecam sprawdzić ten album. Na mnie zrobił naprawdę potężne
wrażenie.
- jesusatan
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.