piątek, 10 maja 2019

Fetid „Steeping Corporeal Mess”


Fetid
„Steeping Corporeal Mess”
20 Buck Spin 2019


W muzycznym światku Seattle kojarzone jest przede wszystkim z pewnym nurtem, w którym chłopaki we flanelciach grali smutne, szorstkie i czasem przećpane piosenki. Nie jest to jednak miejsce anonimowe dla metalowego świata, by wymienić chociażby Drawn And Quartered czy – z młodszych artystów – Oxygen Destroyer. Stamtąd też pochodzą bohaterowie niniejszego artykułu, trio Fetid. Powstała w 2013 roku formacja, jeszcze pod nazwą Of Corpse zarejestrowała dwie demówki i split z Sewercide, na których to dawała upust swoim deathmetalowym i szeroko pojętym grindowym fascynacjom. Wraz ze zmianą nazwy na Fetid w 2016 roku i wydaniem wspaniałego, czteroutworowego dema „Sentient Pile Of Amorphous Rot” nastąpił mały twist stylistyczny w ich twórczości. Muzyka zwolniła, stała się miażdżąca, okrutnie ciężka, rzężąca w swoim brzmieniu. Bliższe było to zdecydowanie death/doomowi w stylu Disembowelment czy Symphony Of Grief, tyle, że opakowane w deathgrindowe, a miejscami wręcz goregrindowe brzmienie. Grób, zgnilizna i fetor rozkładających się zwłok, ale przede wszystkim motoryczne, kurewsko mięsiste, rytmicznie bite riffy okraszone cudownie rzępolącym basem już wtedy jawiły się jako elementy wyróżniające Fetid z tłumu. Nie inaczej jest na „Steeping Corporeal Mess”, debiutanckim pełniaku ekipy ze stanu Washington, nagranym dla 20 Buck Spin. Grupa podąża drogą znaną z wcześniejszych wydawnictw oferując pięć kapitalnych kompozycji osadzonych we wspomnianej wcześniej stylistyce. Odpowiadający za mix i mastering Greg Wilkinson (m.in. Vastum, Ulthar) nieco wypolerował brzmienie grupy, ale na całe szczęście nie wykastrował jej z tego co miała najcenniejsze. Brzmienie jest dużo czystsze od tych z wcześniejszych materiałów, ale na całe szczęście nie wypolerowane na tyle, aby słuchacz chciał obrzygać głośniki i pikietować z transparentem „sprzedawczyki”. Płyta jest przede wszystkim kurewsko ciężka, wręcz sludge’owa w swoim wymiarze. Wszystkie elementy, które stanowiły o sile demówki są tu obecne – bulgoczący wokal, kapitalne zwolnienia, mięcho, którego tak bardzo brakuje wielu współczesnym zespołom, szorstki bas (a na basie kobietkę mamy), krótkie, chaotyczne solówki dodające smaczku oraz ten pierwiastek deathgrindowy, których został tu trochę zepchnięty na dalszy plan, ale nadal jest obecny. I chyba właśnie o ilość tego deathgrindowego, a w zasadzie wszelkiego nie death/doomowego pierwiastka mogą się rozchodzić oczekiwania w stosunku do „Steeping Corporeal Mess”. Dla mnie ona jest zupełnie wystarczająca, abym mógł uznać Fetid za zespół ponadprzeciętny, wyróżniający się z tłumu, który ma pomysł na swoją twórczość i realizuje go z pasją. Niektórzy mogą powiedzieć, że na demówce było tego więcej i to jest prawdą, ale nie da się zaprzeczyć, że na „Steeping Corporeal Mess” jest multum wspaniałych riffów i ciężaru, który rozsmarowuje słuchacza po ścianach. Ja polecam natomiast słuchać tego dużo i słuchać głośno, bo w tym roku nie ukaże się zbyt wiele lepszych płyt jeśli chodzi o staroszkolne śmierćmetale. 
- Harlequin


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.